Lifestyle

Polecenia na styczeń #Checked

Wszyscy moim przyjaciele nie żyją

Chwilę mnie tu nie było, ostatnie podsumowanie było wrześniowe, a już mamy styczeń! Jednak! Nowy rok – nowa, może systematyczniejsza ja ;). Oficjalnie, rok 2020 przechodzi do historii, i dobrze! Dla mnie, podobnie jak dla wielu ludzi, ten rok nie należał do najlepszych. Od grudnia jednak wpajam sobie, że faktycznie styczeń 2021 roku będzie taką magiczną granicą, która sprawi, że wszystko zmieni się na lepsze. Powoli, stopniowo będziemy wracać do podróżowania i normalnego funkcjonowania. Oby! Z racji tego jednak, że powrót do życia będzie przebiegać raczej stopniowo, w dalszym ciągu pozostaje trochę czasu w domu na czytanie i oglądanie. Poniżej kilka propozycji na styczeń, które i wam mogą się spodobać:

Czytane

Factfulness

Jeśli w najbliższym czasie macie czas na przeczytanie tylko jednej książki, mocno polecam właśnie Factfulness. Rozpoczyna się się od testu z 13 prostymi pytaniami na temat współczesnego świata. Dotyczyły one m.in. poziomu biedy i edukacji na świecie, liczby i rozmieszczenia ludności czy też długości życia. Jakie było moje zdziwienie, gdy udzieliłam poprawnej odpowiedzi jedynie na 5 pytań. Nie uważam się może za Alfę i Omegę, ale zakładałam, że wiedzę ogólną mam na nieco wyższym poziomie.Byłam jeszcze bardziej zdziwiona, gdy okazało się, że test zawalili również ludzie znacznie mądrzejsi ode mnie. Duża część przetestowanych naukowców nie osiągnęła nawet 33% poprawnych odpowiedzi – innymi słowy – miałaby gorszy wynik, niż gdyby losowała odpowiedzi.

Z czego wynika fakt, że mamy tak zniekształcony obraz świata? Jak dzisiejsze realia wyglądają naprawdę? Na te wszystkie pytania znajdziecie odpowiedzi w książce. Autor opowiada o współczesnych realiach trzymając się aktualnych danych. Co ciekawe, książka została napisana w 2017 roku, a jako jedno z zagrożeń, którymi powinniśmy faktycznie martwić, została wymieniona światowa pandemia przenosząca się drogą kropelkową podobnie jak grypa. Brzmi znajomo?

Bill Bass, Trupia farma

Już chyba kiedyś wspominałam, że jestem fanką mroczniejszych klimatów. Uwielbiam podcasty kryminalne, lubię literaturę i reportaże true crime. Nic więc dziwnego, że w końcu w moje ręce trafiła Trupia Farma. Książka opowiada o projekcie naukowym prowadzonym przez Billa Bassa, jednego z czołowych amerykańskich antropologów sądowych. Nosi on bardzo znaczącą nazwę – Trupia Farma. W ramach projektu naukowcy na prawdziwych zwłokach badają, jak przebiega rozkład ludzkiego ciała w zależności od różnych czynników – miejsca, pogody czy przyczyny śmierci. Może się to wydać okropne, jednak właśnie dzięki temu możliwe jest odkrycie m.in. dodatkowych faktów na temat morderstw, a w efekcie łapanie odpowiedzialnych za nie osób. Książka nie tylko przedstawia nie tylko historię miejsca, lecz także wiele ciekawostek na temat naszej anatomii. Nie brakuje tam jednak opisów, które osobom o słabszych żołądkach mogą wydać się zwyczajnie obrzydliwe. Niemniej, jeśli jesteście fanami tego typu klimatów, bardzo polecam.

Trupia Farma

Obejrzane

Wszyscy moi przyjaciele nie żyją

Kolejna netflixowa produkcja z Julią Wieniawą na plakacie. Przyznam, że podeszłam do tego filmu z ciekawością, ale i bez zbędnych oczekiwań. Główna akcja toczy się w noc sylwestrową na domówce. Przez pandemię dawno nie byłam na żadnej porządnej takiej imprezie, ale z tego co kojarzę, nie tak wyglądają te w naszym kraju. Mamy tu wypasiony dom, czerwone kubeczki i uczestników zabawy, którzy są archetypami bohaterów amerykańskich komedii typu American Pie. Od razu więc dostajemy jasną informację, jakiego typu będzie to film. Z jednej strony można być trochę złym za kopiowanie wzorców zza oceanu, z drugiej jednak dobrze, że zaczynamy próbować swoich sił w różnych filmach gatunkowych. Może w końcu przestaniemy produkować jedynie średnie komedie romantyczne.

Postaci w filmie są całkiem różnorodne i niektóre nawet ciekawie zbudowane. Zdecydowanie najbardziej podobała mi się postać grana przez Mateusza Więcławka. Ciekawy był również wątek relacji Glorii i Pawała. Mimo tych atutów, film. usłany jest nierealnymi, absurdalnymi sytuacjami, w których często brak jakiejkolwiek logiki. Nie wiem, na ile był to zabieg celowy, ale na dłuższą metę bywał męczący. Wszyscy moi przyjaciele nie żyją jest trochę tragikomedią – zaczyna się żarcikami i zabawnymi scenami (tj. zabawnymi, jeśli ktoś lubi taki humor), a kończy jak slasher, momentami bardzo absurdalny. Podsumowując, mimo wszystko wydaje mi się to ciekawa propozycja na odmóżdżenie. Fajnie sobie ją obejrzeć w tzw. międzyczasie, jednak nie jest to arcydzieło kinematografii. Cóż, nie każdy film musi nim być 😉

Więcej o filmie

Wszyscy moi przyjaciele nie żyją

Jak tam wasz początek roku i plany na styczeń? Jeśli widzieliście/czytaliście coś wartego uwagi, dajcie znać!

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply